|
Urania
Stworzono: 3 miesięcy temu
Projekcja marzeń o innym, nierealnym świecie może przybrać różny wyraz w literackim przekazie. J.M.G Le Clezio w swojej, opublikowanej w 2006 roku, książce „Urania” przenosi nas w świat utopijnej społeczności. Chciałoby się rzec, że motyw ten spotykaliśmy już zarówno w dziełach dawnych, począwszy od „Państwa” Platona, „Utopii” Tomasza Morusa, a skończywszy na XX-wiecznym „Nowym wspaniałym świecie” Aldousa Huxleya, zatem wydaje się, że każda kolejna wizja idealnego społeczeństwa będzie tylko powtórzeniem schematu, jednak osąd ten byłby krzywdzący, gdyż w przypadku wizyjnego świata francuskiego twórcy mamy do czynienia z pewnego rodzaju uaktualizowaniem dawnego mitu, który niejako wpisuje się we współczesne marzenia, pragnienia, oczekiwania. J.M.G Le Clézio swój sen o utopii rozpoczyna przytaczając wspomnienia z dzieciństwa głównego bohatera powieści – Daniela, kiedy to matka czytała mu opowieści mitologiczne o stworzeniu świata i w nich po raz pierwszy pojawia się wzmianka o Uranii (po latach sam bohater zastanawia się czy Urania rzeczywiście pojawiła się w mitologii, czy był to tylko wymysł matki). Urania jako eden, miejsce ludzi szczęśliwych, przez wiele lat tkwiła w podświadomości Daniela, a realny kształt przybrała dopiero po spotkaniu z „najdziwniejszym młodym człowiekiem” (tak na początkowo mówił Daniel o nowo poznanym znajomym), czyli piętnasto lub szesnastoletnim Rafaelem Zacharie. Daniel – geograf został oddelegowany do prowadzenia badań w zachodniej części Meksyku, w małej wiosce Emporio, gdzie znajduje się ośrodek badawczy antropologów, jego zadaniem było badanie rzeźby terenu oraz dokształcanie miejscowej ludności w kwestii m.in. zagrożeń ekologicznych (wygłosił wykład o portrecie gleby), ale pobyt w Emporio dla badacza nie był stricte naukowy. Podczas podróży autobusem mężczyzna spotkał młodego chłopaka, a znajomość z nim odmieniła jego życie i urzeczywistniła dawny sen o Uranii. Otóż Rafael roztacza przed Danielem wizję miasteczka o iście utopijnym charakterze. Campos, czyli mityczna Urania, to miejsce znajdujące się niejako poza przestrzenią i czasem, gdzie dzieci nie chodzą do szkoły – uczą się obserwując otaczający świat, gwiazdy, nie używa się elektryczności, samemu hoduje się rośliny i zwierzęta dostarczające pożywienie. Campos w opisie Rafaela jest wspólnotą osób samowystarczalnych, żyjących razem niczym hippisi w komunie – dzielą się wszystkim ze sobą, przy czym mieszkańcy Campos to życiowi outsiderzy: osoby wyjęte spoza prawa, dawni więźniowie, bezdomni, itp. Zafascynowany niezwykłym światem Daniel podąża niczym Alicja w Krainie Czarów w głąb zapisków Rafaela, które pozwalają na podróż nie tylko do nowego świata, ale poznanie własnego wnętrza. Dziennik chłopaka przynosi czytelnikowi odpowiedzi na pytania dotyczące powstania idei Campos, pierwszych założycieli oraz życia codziennego mieszkańców wioski (ich rytuałów, języka, który stworzyli – elmen). Świat przedstawiony w „Uranii’ to nie tylko wręcz rajskie życie w Campos, ale także wyraźnie zarysowana opozycja biedni-bogaci, świat pełen niesprawiedliwości, rozwarstwień społecznych. Clezio słowem buduje obraz topograficzny przestrzeni, a jego czasem wręcz naturalistyczne opisy egzystencji ludzi: prostytutek, biednych, dzieci żebrzących na ulicy, sprawiają, iż z całego serca współczujemy im takiego losu. Co ciekawe, większość osób jest pogodzona ze swoją sytuacja, każdego dnia powtarzają doskonale im znane czynności, nie próbując nic zmienić. Tematyka społeczna przeplata się z osobistymi perypetiami głównego bohatera, obserwujemy rozwój dość ekscentrycznego związku z Dalią (ich rozstanie i niecodzienne odnowienie znajomości po 25 latach) oraz fascynację prostytutką Lili, która całkowicie jest uzależniona od swojego sutenera, późniejsze zaginięcie kobiety i próby jej odszukania przez Daniela. Obie kobiety to postaci tragiczne, Dalia z całego serca tęskni za swoim synkiem Fabio, będącym pod opieką ojca, dawnego rewolucjonisty, natomiast Lily zmuszanej do uprawiania nierządu w końcu udaje się rozpocząć nowe życie po przedostaniu się za granicę. Wielu krytyków zarzuca „Uranii” płytkość przekazu, wielowątkowość, która w pełni nie zostaje wykorzystana, bazowanie na konwencjach i schematach dawno już przebrzmiałych, jednakże panuje opinia, iż „kochamy to, co już znamy’, zatem dla mnie powtarzalność motywu utopii jest największą zaletą książki. Współczesny człowiek tęskni za przestrzenią bliską naturze, gdzie w harmonii z przyrodą będzie mógł istnieć, dlatego też tę tęsknotę wypełnia powieść Clezia. Stechnicyzowany świat stanowi opozycję dla idealistycznego Campos, które jak głosi notka z okładki jest „doliną ostatnich wolnych ludzi, realizacją snu o wolności”, jednakże wydarzenia związane z przesiedleniem mieszkańców Campos i ich rozproszenie (w końcu po 25 latach nikt nie pamięta o istnieniu) dają czytelnikowi sygnał, iż nie jest możliwa całkowita izolacja od świata zewnętrznego (mimo wyrzeczenia się dóbr materialnych Doradca zbierał na kontach bankowych pieniądze, które pozwoliły na swobodne życie po przenosinach z Campos), a szczytne idee i tak kiedyś zdematerializują się. „Urania” Clezia nie jest książką przesadnie nasyconą filozoficznym przesłaniem, ale skłaniającą czytelnika do refleksji nad miejscem człowieka we współczesnym świecie, zastanowienia się czy pęd za dobrami materialnymi: karierą, bogactwem, pieniędzmi ma sens. Świat „Uranii” to też przestrzeń symboliczna, gdyż koczowniczy tryb życia Campos sugeruje nam, iż obecnie spotykamy się z pewnym brakiem zakorzenienia w realnej rzeczywistości, nomadyzm przejawia się w ciągłych zmianach miejsca pracy czy też zamieszkania XXI-wiecznego człowieka. Mieszkańcy Campos swoje życie podporządkowali naturze, jej biegowi, ich egzystencję wyznaczał metaforycznie i dosłownie wulkan, u podnóża którego się osiedlili. Dla mnie interesujący jest również sam język powieści, który wizualizuje nasze wyobrażenia o Meksyku: kraju przemytników, biedoty, ale również pięknych, malowniczych krajobrazów. Język ten aż kipi od metaforycznych porównań, opisów, wystarczy wspomnieć wykład Daniela o portrecie rzeźby terenu, gdzie powierzchnię Ziemi porównał do ciała kobiecego, o które trzeba dbać i troszczyć się, jest to język sensualnych doznań, czytając je stajemy się współuczestnikami wydarzeń. W „Uranii” możemy odnaleźć analogię do twórczości G.G Marqueza, gdyż obaj pisarze językiem tak obrazowym fundują nam podróż w przestrzeń nieznaną, mityczną, gdzie czas płynie swoim tempem. Kunszt artystyczny powieści jest kwestią problematyczną, krytycy z wielką dezaprobatą przyjęli tę pozycję (m.in. recenzja Marcina Sendeckiego z „Przekroju”), jednak wbrew opiniom warto przeczytać „Uranię”, chociażby dlatego iż jest J.M.G Le Clézio to pisarz doceniony przez sztokholmskie jury przyznające literacką Nagrodę Nobla w 2008 roku. Do sukcesu wydawniczego książki z pewnością przyczynił się fakt nagrodzenia Clezia tę nagrodą, jednakże nie tylko – od końca lat 70. obserwujemy fascynację literaturą obszaru hiszpańskojęzycznego: Ameryką Południową, Hiszpanią, stąd popularność takich pisarzy jak: José Carlos Somoza, Carlos Ruiz Zafón czy Eduardo Mendoza, a „Urania” Clezia idealnie wpisuje się w ten nurt, łącząc w sobie motyw utopii z elementami rysu obyczajowego Meksyku. Podsumowując, jeśli ktoś oczekuje od powieści szczypty magii, duchowności, nadrealności w zetknięciu z rzeczywistym światem to „Urania” będzie pozycją obowiązkową na długie, zimowe wieczory by ogrzać się w blasku meksykańskiej opowieści. |

